Davis_Cup

Urodzeni 13 listopada

Prawie rok temu, po meczu Polska – Chorwacja, zadałem pytanie Radosławowi Szymanikowi, czy oczekiwanie awansu do Grupy Światowej Pucharu Davisa nie jest przypadkiem na wyrost. Jerzy Janowicz, choć niepytany, przejął mikrofon i powiedział, co mu leżało na wątrobie. Gdybym wtedy wiedział, jaką karierę zrobi to pytanie, zastrzegłbym je najpierw w urzędzie patentowym, opatrzył „copywrite’m”, a dziś byłbym bogatym człowiekiem i nie musiał pisać tego blogu.

Radosław Szymanik, gdy już został dopuszczony do głosu, odpowiedział, że nasze – bo przecież nie tylko moje – oczekiwania wcale nie były wygórowane, że prowadzoną przez niego drużynę naprawdę stać na to, aby znaleźć się w światowej elicie. Kilka dni później napisałem tekst, którego nie będę tu cytował – kto chce, niech zajrzy i przeczyta jeszcze raz: http://www.tenisklub.pl/publicystyka/felietony/22615/szosty-set/ . Dodam tylko, że dziś nie zmieniłbym w nim nawet przecinka.

Urodziłem się 13 listopada, jestem więc zodiakalnym Skorpionem. Kiedyś wpadł mi w ręce taki horoskop – nie pamiętam, czyjego autorstwa, na pewno z ilustracjami Andrzeja Mleczki: „Skorpion ma manię prześladowczą. Nic nie jest w stanie zmienić jego przekonania, że licznym, stałym niepowodzeniom winien jest zawsze ktoś inny, a nie on sam. Ze strachu atakuje pierwszy i od tyłu. Z przyjemnością dręczy zwierzęta i marzy o posadzie dozorcy w ZOO”.

Kiedyś żartowałem w gronie przyjaciół (mam kilkoro!), że mój charakter jest „do rany przyłóż”. Ktoś od razu dodał, że „gangrena gotowa”. Wszystko składa się więc w logiczną całość, ponieważ od byłego wiceprezesa PZT dowiedziałem się niedawno, że „potrafię tylko jątrzyć”.

Zgadzam się, że potrafię; nie zgadzam, że tylko. Ponieważ w przyszłym tygodniu zaczyna się sezon rozgrywek o Puchar Davisa, chciałem, korzystając z czyjegoś pośrednictwa, podrzucić Jerzemu Janowiczowi pomysł, że to dobra okazja do zakończenia nikomu niepotrzebnego sporu. Ja znowu zadałbym jakieś pytanie, on dowcipnie by odpowiedział, Internet doceniłby jego ciętą ripostę i sprawę moglibyśmy uznać za zamkniętą. Zanim jednak zdążyłem wysłać ten sygnał, odebrałem inny.

Dowiedziałem się mianowicie, że nie tylko najlepszy dziś polski tenisista, ale także jego otoczenie nie jest jeszcze gotowe na rozejm. Ktoś – domyślam się kto – doniósł rodzicom Jerzego Janowicza, jakoby podczas ubiegłorocznego Wimbledonu trzech panów R nie potrafiło ukryć radości z jego porażki. Panią Annę oraz panów Jerzego-seniora i Jerzego-juniora informuję, że Wasz informator źle zinterpretował sytuację. Owszem, prawie tarzaliśmy się ze śmiechu, jednak przyczyną naszej wesołości nie był wynik meczu Jerzego Janowicza z Tommy’m Robredo, lecz lektura tekstów Waszego informatora. Nie jest przypadkiem, że ten pan nigdy nie publikował na łamach „Tenisklubu” i – dopóki ja jestem sekretarzem redakcji – nie będzie. Na razie nie zanosi się na zmianę, ale na wszelki wypadek przez kilka dni nie będę odbierał telefonów od redaktora naczelnego, zresztą jednego z trzech panów R.

Nie potrafię sobie wyjaśnić, kiedy wepchnąłem się do pierwszego szeregu „fałszywych przyjaciół” Jerzego Janowicza. Już po owej konferencji prasowej oraz publikacji „Szóstego seta” spotkałem się z ojcem tenisisty podczas turnieju Tennis Europe w Łodzi i nawet gestem nie dał mi do zrozumienia, że ma żal czy to o pytanie, czy o tekst. Największą złośliwością (przecież uprzedzałem, że jestem Skorpionem, prawda?), na jaką od tego czasu pozwoliłem sobie pod adresem tenisisty, był śródtytuł reportażu z Wimbledonu: „W świecie ciszy”. Wyjaśniam, że nawiązywał on do całkiem już jawnej niechęci Jerzego Janowicza do rozmów z dziennikarzami. Zapewniam, i łatwo mi będzie to udowodnić, że w innych mediach ukazały się – i nadal ukazują – znacznie bardziej krytyczne opinie. Komentarzami „hejtowej” części Internetu nie warto się zajmować.

Dziś na ławie oskarżonych Jerzy Janowicz sadza trzech panów R. Jutro, być może, nie spodoba mu się głos spikera, pojutrze kapitan reprezentacji, a za tydzień prezes związku. Nie mam powodu skarżyć się na to towarzystwo. Mam natomiast podstawy sądzić, że niedługo nie będzie nam na tej ławce tak wygodnie, bo będziemy musieli zrobić miejsce także dla panów C, dwóch G, S, T, W, Z, Ż…

Przepraszam, jeśli kogoś pominąłem.

PS. To są wyłącznie moje opinie, których nie musi podzielać ani redakcja „Tenisklubu”, ani żadna osoba wspomniana w tym tekście z nazwiska lub jego pierwszej litery.

5 myśli nt. „Urodzeni 13 listopada”

  1. Gdybym był Jerzym Janowiczem i przeczytałbym ten tekst, uznałbym że właśnie ostatecznie stracił Pan szansę na pożegnanie się z tą cuchnącą atmosferą, której niewątpliwie jest Pan znaczną częścią o ile nawet nie punktem zapalnym. Pan Janowicz nie jest jedynym sportowcem, który tak zareagował w chwili złości, nerwów, itp. Nie zrobił tego w najlepszy możliwy i znany ludzkości sposób, przyznaję, ale to nim a nie Panem targały emocje po niepowodzeniu w rywalizacji i zawód prawdopodobnie też nad własną grą. W artykule z zeszłego roku wylał Pan swoje żale – no trudno. Ale tym razem w pierwszych linijkach pisze Pan o próbie zażegnania konfliktu, a w kolejnych akapitach rozgrzebuje Pan już i tak brzydko pachnącą kupę. Nie wiem kto Pana uczył metod rozwiązywania problemów, ale chyba nie tędy droga….

    1. Szanowna Pani lub Szanowny Panie – odpowiadam, chociaż komentarz jest anonimowy

      Od początku uważałem, nadal uważam i raczej nie zmienię zdania, że ten spór jest szkodliwy dla wszystkich. Nie mogę jednak nie reagować, kiedy ktoś (a ktoś inny daje im posłuch) stawia mi zarzuty urągające nie tylko prawdzie, ale i zdrowemu rozsądkowi oraz godzące – jak napisałem – w moją wiarygodność zawodową. W internecie nic nie ginie – można w nim znaleźć każdy tekst i każdą wypowiedź dla radia czy telewizji. Nikt jednak nie znajdzie nawet jednego przykładu, który świadczyłby o moim rzekomo wrogim stosunku do Jerzego Janowicza. Dziennikarz sportowy „żyje” z sukcesów polskich sportowców – gdybym musiał przekonywać, że nie radują mnie porażki Jerzego Janowicza, udowadniałbym, że nie jestem wielbłądem.
      Nie jestem.

  2. Problem polega tylko na tym, że ten konflikt to sprawa pomiędzy Panem a Panem Janowiczem lub/i jego rodzicami (oraz prawdopodobnie tymi, którzy podważają Pańską wiarygodnosć zawodową). Nikogo z kibiców tak naprawdę nie interesuje czy czuje się Pan urażony oskarżeniami, chociaż to chyba zbyt mocne słowo.
    W artykule i odpowiedzi na moją wiadomość miesza Pan wątki fałszywych Pana zdaniem pogłosek o Pańskiej rzetelności z opinią osób trzecich na temat Pańskiego stosunku do zawodnika. Jestem kibicem żywo interesującym się karierą Pan Janowicza i nie przypominam sobie by kiedykolwiek skomentował publicznie Wasze relacje, podważył Pańską rzetelność dziennikarską, itp. Prywatnie możecie się nie lubić, ale zawodowo nie powinno mieć to publicznego rozgłosu, który po raz kolejny Pan napędza mieszając przy tym dwa różne wątki.

    1. Dziękuję za rzeczową opinię. Nie będę jednak kontynuował tej dyskusji. Nie dlatego, że się zgadzam (lub nie) z Pana argumentami. Po prostu jej przedłużanie – zwłaszcza z moim udziałem – w tej chwili nie przyniesie niczego pozytywnego.
      Liczę na Pana zrozumienie i dalszą lekturę „Tenisklubu”.
      Z poważaniem – Artur Rolak

  3. Dziękuję za odpowiedź i szanuję Pańską decyzję, jednak budzi ona we wmnie wrażenie sprzeczności. Faktycznie (dalsza) dyskusja nie przyniesie nikomu niczego pozytywnego. Czy też nie warto było dojść do takich wniosków zanim się ją rozpoczęło?

    Pozdrawiam,
    Kibic i czytelnik TenisKlubu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>