nadal

Tenis z zegarkiem w ręku

Imię i nazwisko „Rafael Nadal” im bliżej Rolanda Garrosa tym częściej jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Co też nie dziwi, bo Hiszpan na paryskiej mączce czuł się ostatnimi laty lepiej niż ryba w wodzie.

W Madrycie o „Rafie” było, rzecz jasna, najgłośniej. Trudno żeby nie było – wszak grał przed własną publicznością. W myśl powiedzenia, „co wolno wojewodzie…”, Nadal (oczywiście po wygranym meczu) dał upust swojej, nazwijmy to, złości na przepisy. Nie po raz pierwszy oberwało się 25-sekundowym odstępowi pomiędzy jednym a drugim punktem. To wpis do regulaminu, który jednemu z najlepszych tenisistów naszych czasów szczególnie daje się we znaki. Wynika po części z jego charakteru i pieczołowitego powtarzania pewnych rytualnych wręcz zachowań.

28-latek w meczu ćwierćfinałowym z Grigorem Dimitrowem za rzekome przedłużanie gry stracił pierwszy serwis. Zapytany o to zdarzenie na konferencji prasowej odpowiedział wyczerpująco, poświęcając tematowi kilka minut. – Najważniejszy w tenisie stał się czas. Od 8-9 lat serwis zabiera mi tyle samo czasu, ale kiedyś otrzymywałem bardzo mało ostrzeżeń – tłumaczył. – Nie wiem, komu zależało na tym, żeby zacząć patrzeć rygorystycznie na przepisy. Bo zasady nie uległy zmianie.

Ekonomiści odpowiedzą Nadalowi, że czas to pieniądz. Współczesny sport będzie wtórował. Tyle że mecze koszykarskiej ligi NBA czy Super Bowl trwałyby pewnie znacznie krócej, gdyby nie przerwy reklamowe. Hiszpanowi za przygotowania do serwisu nikt jednak nie płaci, więc czas antenowy zabiera. Inaczej niż sponsorzy.

Wielokrotny mistrz Rolanda Garrosa zwraca uwagę na przesadnie nieproporcjonalne traktowanie przepisów. – Wygląda, jakby sędziowie patrzyli jedynie na zegarek, a powinni dbać nie tylko o to. Wydaje mi się, że często na korcie dochodzi do scen, które nie powinny służyć za przykład dla dzieci – uważa. Trudno nie przyklasnąć. Ale to też kwestia finansów. Sędzia, nawet chcąc dać kolejne ostrzeżenie, w efekcie którego pojedynek zostałby przerwany, pewnie dwa razy się zastanowi. Co powiedzą kibice? Co napiszą media? I wreszcie: co na to sponsorzy turnieju?

W sądzie Nadal na pewno by nie wygrał sprawy o odebranie pierwszego serwisu. Przepis to przepis. Nieważne czy głupi – może, a nawet powinien być egzekwowany. Ale każdy jeden, a nie tylko ten, który wpływa na długość spotkania. Kilka „nadprogramowych” minut tenisa nie wypaczy charakteru młodego adepta sportu bardziej niż soczysta kortowa wiązanka lub zachowanie po prostu nie fair play.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>