Archiwa tagu: US Open



Sztuka porażki

Nie zamierzam analizować porażek Agnieszki Radwańskiej z Marią Szarapową i Flavią Pennettą. Kto oglądał te spotkania, wie, co się stało. Kto zna tylko wynik, w połączeniu z relacjami wie wszystko, co wiedzieć powinien.

Awans Polki do półfinału pozostaje kwestią otwartą. Kiedyś reporter telewizyjny zapytał Simona Ammanna, czy może jeszcze odebrać Puchar Świata Adamowi Małyszowi. Odpowiedział: „matematyka podpowiada mi, że tak”. Dopóki więc matematyka pozwala nam wierzyć w wyjście krakowianki z grupy, nie ma potrzeby ocenianiać występu. I ja też nie będę tego robił przedwcześnie.

***

Radwańska zachowała się dziś jak prawdziwa mistrzyni wbrew odbierającym jej ten szlachetny tytuł. Wyszła i nie owijała na konferencji prasowej w bawełnę. Całą winę za porażki wzięła na siebie. Powiedziała wręcz, oczywiście inaczej dobierając słowa, że zawaliła. Nie było tłumaczenia, że kort za wolny, że oświetlenie źle na nią działo, że to czy tamto. Owszem, mówiła o zmęczeniu, ale w kontekście braku koncentracji, który też sobie wytknęła.

Sportowcem łatwo być, gdy wszystko idzie jak z płatka, a komplementy i gratulacje sypią się z każdej strony. Znacznie trudniej, kiedy mimo wcześniejszych aspiracji i rozbudzonych apetytów porażka podąża za porażką, a w kraju spada fala krytyki. Wtedy poznaje się wielkiego sportowca.

Pod adresem Rafaela Nadala w Madrycie, a potem Paryżu kierowana naprawdę trudne pytania. Momentami nieprzyjemne – nie dlatego, że złośliwe czy obrażające, ale dotyczące jego porażek. Potrafił odpowiedzieć z wielką klasą, spokojnie tłumacząc przyczyny i szukając ich raczej we własnych słabościach, aniżeli otaczającej go rzeczywistości. Radwańska sukcesów Hiszpanowi może pozazdrościć – klasy na pewno nie.

***

Na Wimbledonie, na kortach Rolanda Garrosa czy Flushing Meadows zagwarantowany występ ma około 100 czołowych tenisistek. Ale do WTA Finals zakwalifikowało się tylko osiem najlepszych w tym sezonie. Kiedy piłkarze wywalczyli awans do finałów mistrzostw Europy obok 22 innych drużyn (Francja jako gospodarz występ ma zapewniony), trafili na pierwsze strony gazet. Radwańska prędzej trafi na czołówki, przegrywając.

Kwalifikacja do WTA Finals ucieszyła, ale przeszła bez takiego echa jak porażka z Marią Szarapową. A usta krytykom Polki spróbowała zamknąć sama Rosjanka, w fantastycznym stylu rozbijając dwa dni później Simonę Halep i pokazując, że nie przyjechała do Singapuru na poły zdrowa. Potwierdzała to także Flavia Pennetta. Losy jej kariery spoczęły w rękach właśnie Szarapowej, która może już w piątek odesłać Włoszkę na emeryturę.

Niedzielni krytycy po imponującej wygranej Rosjanki z Rumunką, wiceliderką światowego rankingu, w dużej mierze zamilkli. Nie podkreślali, że może to nie Polka była tak słaba, ale rywalka tak mocna? Nawet jeśli do szczytu formy sporo jej brakuje, co oddał pojedynek z Pennettą, porażka z Szarapową ujmy nie przynosi. Bo tak grająca „Masza” to w tym momencie główna faworytka do zwycięstwa w całej imprezie.

***

Nic nie trwa wiecznie, także kariera Radwańskiej. Za kilka lat, kiedy za sukces będzie brany awans którejś z polskich tenisistek do czołowej „50”, na co się niestety zapowiada, smutna rzeczywistość rzuci inne światło na wyniki krakowianki. I pozwoli części krytyków dojść do wniosku, że może ten finał i dwa półfinały Wimbledonu, półfinał Australian Open, 16 tytułów, pięć występów z rzędu w WTA Finals i kilka lat regularnie w Top 10 nie były jednak takie złe…



Smutne oczy Kokkinakisa

We wtorek na US Open Polacy mieli wolne, więc nadarzyła się okazja, żeby pooglądać trochę innych zawodników. Rzut oka na plan gier i głównym punktem mojego programu został mecz Richarda Gasqueta z Thanasim Kokkinakisem.

Francuz według mnie ma najpiękniejszy jednoręczny backhand na świecie, a 19-latek z Antypodów to nie tylko wschodząca gwiazda męskiego tenisa, ale również jedna z najbarwniejszych postaci tej dyscypliny. Kibice mieli prawo oczekiwać interesującego spotkania. Przez trzy sety tenisiści nie zawodzili i w niemiłosiernym upale toczyli zażarty bój. Australijczyk objął prowadzenie 2-1, ale niestety na więcej nie było go stać. W połowie czwartej partii Kokkinakisa błyskawicznie zaczęły opuszczać siły. Reprezentant „trójkolorowych” bezbłędnie wykorzystał niemoc rywala i wyrównał stan rywalizacji. Nękany przez skurcze zawodnik z Adelajdy nie był w stanie dokończyć spotkania. Przy wyniku 2:0 w piątym secie poddał mecz, łamiąc przy tym z rozpaczy rakietę.

Podczas tegorocznej imprezy na kortach Flushing Meadows nie była to niestety jedyna taka sytuacja. W pierwszej rudzie turnieju panów aż dziewięć pojedynków zakończyło się w ten sposób. Pojawiły się głosy, że część zawodników przyjeżdża na turnieje wielkoszlemowe nieprzygotowana i zupełnie niezdolna do gry, tylko po to, że odebrać nagrodę za wyjście na kort. Padły nawet propozycje, żeby tenisistom, którzy nie dokończą spotkania, nie wypłacać nagrody finansowej, co jednak chyba nie do końca byłoby dobrym rozwiązaniem. Oczywiście nie pochwalam zawodników, którzy przyjeżdżają tylko po to, żeby zainkasować premię i tym samym zabierają miejsce kolegom i koleżankom, którzy mieliby szansę powalczyć w zawodach o coś więcej. Dla sportowca nie ma nic gorszego niż przegrać z kontuzją i wierzę, że większość tenisistów, tak jak Thanasi Kokkinakis, walczyło w Nowym Jorku do samego końca nie tylko z przeciwnikiem, ale również z własnymi słabościami. Karanie ich za to, że tym razem nie dali rady, nie byłoby w porządku. Zresztą wystarczyło jedno spojrzenie w smutne oczy młodego Australijczyka, żeby przekonać się, że w tym momencie nic gorszego nie mogło go spotkać.

Anna Niemiec, Nowy Jork