Archiwa tagu: telewizja



Niech tylko piłka gra

W zeszłym tygodniu „poznałem” założyciela facebookowej strony skupiającej fanów sportu, którzy zrobią wszystko, aby nie oglądać tenisa z polskim komentarzem. Poznałem w cudzysłowie, ponieważ znamy się od dawna, natomiast dopiero teraz dowiedziałem się, że to właśnie on za tym stoi. Usiedliśmy, wypiliśmy (mało), przekąsiliśmy (niewiele więcej) i pogadaliśmy (dopóki ktoś obok nie zmienił tematu).

Przyznaję, że miałem niewiele argumentów na obronę polskich komentatorów. Niektórych w ogóle nie zamierzałem bronić i nic nie wskazuje na to, abym zamierzał zmienić opinię. Jeden z przykładów – ten najbardziej skrajny – opisałem na blogu http://polish-swoj-polish.blogspot.com/2015/06/ewidentne-wiatraki.html. Nazwisk, proszę wybaczyć, nie podam żadnych – ani na „tak”, ani na „nie”.

Po pierwsze – nie o sensację mi chodzi, nie o dokopanie tym, których nie lubię prywatnie (osoby opisanej w „Ewidentnych wiatrakach” nie lubię bardzo), lecz o język. Jeśli dzięki mojej pisaninie ktoś przestanie popełniać jakiś błąd, to naprawdę warto, bo komentatorów słuchają – często wbrew temu, co deklarują – tysiące, jeśli nie miliony telewidzów.

Po drugie – polski internet, a konkretnie poziom komentarzy na wielu forach dyskusyjnych, przypomina zbiornik szamba. Próbuję trzymać się od niego z daleka, więc jak to by wyglądało, gdybym wrzucił granat i dyskretnie, acz szybko się oddalił, nie zważając na reakcje czytelników?

Po trzecie – chwalić po nazwisku też strach. Nie chciałbym później tłumaczyć się, że przecież chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle, bo bohaterów pozytywnych sieć również nie docenia. Jak jeden pochwali, to pięciu od razu skrytykuje, żeby delikwentowi z wrażenia w głowie się nie poprzewracało.

Komentator jest tylko człowiekiem i zawsze może się pomylić. Dziennikarz piszący ma łatwiej, bo przynajmniej przed popełnieniem błędu ortograficznego ostrzegają go – jeśli włączone – programy edytujące tekst. Słowo rzucone w eter już z niego nie wyparuje – internet odnotuje, zachowa i w każdej chwili pozwoli wykorzystać je przeciwko mówiącemu.

Nie o błędach jednak chcę tu pisać. Jeśli rozbudziłem czyjś apetyt, a zostawiam niedosyt, to polecam „Polish swój Polish” od pierwszego odcinka – o tenisie też coś tam znajdziecie.

Z nowym-starym znajomym porównaliśmy sobie sposób opowiadania o tenisie w stacjach polskich i zagranicznych i wyszło nam na to, że nasi komentatorzy naprawdę bardzo lubią mówić. Tak bardzo, że często zagadują mecz. Rozumiem, że nie co dzień, nie co tydzień nawet, zdarza się taki pojedynek jak wczorajszy Stanislasa Wawrinki z Novakiem Dżokoviciem. Nie znaczy to jednak – tak mi się przynajmniej wydaje – że nawet podczas nudnego i słabego meczu trzeba paplać od pierwszego serwisu do ostatniego meczbola.

Albo plansze ze statystykami… Najpierw komentator z przejęciem opowiada o tym, co i tak widzimy. Może myśli, że przed telewizorem siedzą sami analfabeci? Odczytuje rankingi, statystyki, historię pojedynków graczy przygotowujących się do meczu, a na koniec stwierdza, że to wszystko i tak nie ma najmniejszego znaczenia. Zamiast tych dupereli wolałbym dowiedzieć się o graczach czegoś, czego być może jeszcze nie wiem.

Większość komentatorów – nie mówię o współkomentatorach, czyli niedawnych zawodnikach w roli ekspertów – podczas meczu opowiada o nim tak, jakby to było radio. Panie, panowie, to telewizja, więc wszystko widzimy i w większości odróżniamy forhend od bekhendu, choć nie wszyscy potrafimy przebić piłkę przez siatkę. Nie trzeba nam po każdym punkcie tłumaczyć, że został zdobyty forhendem po krosie zagranym zza linii końcowej. Jeszcze gorsze wydaje mi się przedwczesne ferowanie wyniku akcji. Był aut czy nie było – niech rozstrzygają sędziowie, nie komentatorzy.

Nie wiem, jak inni telewidzowie, ale ja bym wolał oglądać całą wymianę w kompletnej ciszy – niech tylko piłka gra. Dopiero po zakończeniu akcji komentator i (lub) ekspert wytłumaczą mi, które uderzenie – bo przecież niekoniecznie ostatnie – było najważniejsze i na czym polegała jego trudność. Taki komentarz słyszałem na przykład w BBC i czeskim odpowiedniku TVP Sport.

Dla Wiktorii Azarenki i Marii Szarapowej proszę jednak – koleżanki i koledzy – o wyjątek. Mówcie ile i co chcecie, byle głośniej, niż one stękają. Ich odgłosów nie przykryje żadna plansza i nie zagłuszy żadna pomyłka komentatora.