Archiwa tagu: seksizm



List do M.

„Wystarczy pojechać na korty w krótkiej spodniczce, a od razu obcy Pan zaprasza do gry…. ‪#‎men” – poskarżyła się M. Nie będę nadużywał słowa „znajoma”, bo później nie da się go zastąpić. Od razu zastrzegam jednak, że to znajomość wyższej kategorii, ponieważ zaczęła się w czasach mocno przedfacebookowych. I usprawiedliwiam się, że nie zdradzam tajemnicy korespondencji, ponieważ tę skargę odebrałem właśnie na Facebooku.

Tak mi się ten wpis spodobał, że postanowiłem jakoś go „zagospodarować”, żeby się nie zmarnował i żeby przeczytało go więcej niż 453 znajomych M. (w tym 46 wspólnych). Przepraszam i ją, i czytelników bloga (czyli M. podwójnie), że wykorzystuję ten wpis, aby przejść do głównego tematu. Jeśli ktoś dojdzie w którymś momencie do wniosku, że pochwalam seksizm w tenisie, to będzie w błędzie. Ja tylko próbuję zrozumieć, skąd się to zjawisko bierze.

Gdybym napisał, że tenisa kobiecego w ogóle nie da się oglądać, to bym skłamał. Gdybym zrezygnował z zastrzeżenia, że „w ogóle”, to naraziłbym się tenisistkom byłym (z Billie-Jean King na czele; o niej zresztą jeszcze wspomnę), obecnym i przyszłym; zawodowym i niedzielnym; znajomym i obcym – słowem wszystkim. Gdybym zaś, na przykład w przypływie dobrego humoru, stwierdził, że tenis kobiecy niczym nie różni się od męskiego, musiałbym przyłączyć się do chóru tenisistów wyśmiewających się ze mnie. Miotam się więc w tym trójkącie i próbuję znaleźć coś na swą obronę.

W zeszłym tygodniu zmarła Doris Hart. Miała prawie 90 lat (do urodzin zabrakło jej zaledwie kilku dni), więc w tenisie widziała prawie wszystko. Wygrała 35 turniejów Wielkiego Szlema (6 singlowych, 14 deblowych i 15 mikstowych); w 1951 roku zdobyła trzy tytuły mistrzyni Wimbledonu w ciągu jednego dnia; jako pierwsza w historii została mistrzynią wszystkich czterech turniejów we wszystkich trzech konkurencjach; w latach 1951-53 triumfowała dziewięć razy z rzędu w grze podwójnej.

Doris Hart zmarła zapomniana nawet we własnym kraju. Nigdy nie została zaproszona przez US Tennis Association (w którym Billie-Jean King ma do powiedzenia więcej niż prezes, chociaż nie pełni żadnej funkcji w zarządzie) na jakąkolwiek rocznicę hucznie obchodzoną podczas US Open. Vic Seixas, z którym w 1954 roku Doris Hart zdobyła trzy tytuły, został uhonorowany, a ona nie… Czyżby dlatego, iż nie ukrywała, że mecze kobiet ogląda raczej niechętnie? „W ich grze naprawdę nie ma zbyt wiele strategii. To nie jest atrakcyjne widowisko” – powtarzała w wywiadach. Takie słowa na pewno nie podobały się BJK.

Argumentem Richarda Krajicka nie będę się posługiwał; nie zamierzam nawet go przytaczać – kto chce, niech sobie szuka. Przypomnę tylko, że kibice głosują nogami i portfelami. Zwróćcie uwagę na frekwencję na trybunach podczas wspólnych turniejów ATP i WTA. Szkoda miejsca, nawet w przepastnym Internecie, na powtarzanie oczywistości. Czy Billie-Jean King i Stacey Allaster, szefowa WTA, naprawdę nie wiedzą, dlaczego tylko na Wimbledonie organizatorzy mogą sobie pozwolić na rozgrywanie ćwierć- i półfinałów singla kobiet bez żadnego meczu singla mężczyzn tego samego dnia?

Nigdy nie twierdziłem, że kobiecego tenisa nie da się oglądać. Zawsze, gdy chciałem coś takiego napisać, przypominały mi się mecze, które widziałem z trybun i żałowałem, kiedy się kończyły. Serena Williams z Jeleną Diemientiewą w półfinale Wimbledonu 2009, Agnieszka Radwańska z Na Li w ćwierćfinale Wimbledonu 2013, Andżelika Kerber z Karoliną Woźniacką w tym roku w finale w Stuttgarcie… Tyle mogę wymienić z pamięci własnej, nie komputera.

Doris Hart narzekała, że współczesne tenisistki obijają piłkę spoza linii końcowej, a w pobliżu siatki czują się jak na polu minowym. Z taką mistrzynią należy się zgodzić bez zastrzeżeń. Czasem żałuję, że tenis to nie skoki narciarskie, w których nieco krótszy skok sędziowie mogą zrekompensować wysoką notą za styl. Gdyby mogli, to Agnieszka Radwańska nigdy nie wypadłaby z pierwszej dziesiątki.

A dopóki nie wróci, nie mamy wyboru – ciekawsze od stylu opisanego prez Doris Hart pozostaną spódniczki tenisistek. ‪#‎men…