Archiwa tagu: Kubot



Nawet wdzięczne „dzień dobry”…

Zastanawiałem się, o czym dziś napisać. Miałem trzy pomysły. O szacunku w tenisie – można za tydzień, to temat ponadczasowy. O piłkach – można i za miesiąc, w sam raz na wakacje. O Wimbledonie, który już nigdy nie będzie taki, jaki był – nie ma co zwlekać.

Nie pojechałem na Wimbledon. Na początku, kiedy pierwsze piłki latały nad trawiastymi kortami All England Club zrobiło mi się przykro. Mogłem wsiąść do samolotu nawet w ostatniej chwili i stanąć choćby raz czy dwa w chyba najsłynniejszej kolejce świata, czekając aż kupię upragnioną wejściówkę i trafię na jeden z kortów. Ale dzięki temu, że zostałem w domu, zobaczyłem, jak zmienił się Wimbledon. W Londynie na pewno bym tego nie dostrzegł, a raczej nie usłyszał.

Nie mam na myśli obiektów, bramek wejściowych, trybun, biura pasowego czy jeszcze innych składowych najsłynniejszego tenisowego klubu na świecie. To się zmienia – normalne. Coś dobudują, coś wyremontują. Dzisiejsze Wembley ma niewiele wspólnego z tym, na którym Jan Tomaszewski zatrzymał Anglię. Poza nazwą, miejscem i takimi tam. A jednak to Wembley.

Wimbledon zmienił się nieodwracalnie. Dla nas – dla polskich miłośników tenisa. W naszych umysłach. Nie pamiętam, który mecz The Championships był dla mnie tym pierwszym. Nie pamiętam też, czy obejrzałem wszystkie spotkania Agnieszki Radwańskiej w 2012 roku, kiedy dochodziła do finału. Ale pamiętam jedno. I zawsze z tym utożsamiałem Wimbledon. „Halo Łymbledon” – wybrzmiewało na początku transmisji. Choć słyszało się codziennie, nigdy się nie nudziło. Ba, czasem warto było włączyć telewizor tylko dla tego powitania.

Wimbledon i „Halo Łymbledon” Bohdana Tomaszewskiego były nierozłączne. Chciałoby się napisać nierozerwalne. Dwa słowa, niby tak proste, prozaiczne, a napisały równie piękną historię w dziejach polskiego sportu co najwybitniejsi sportowcy. Współistniały z niedawnymi sukcesami Agnieszki Radwańskiej, Jerzego Janowicza. Z najpiękniejszymi wspomnieniami i chwilami, których polski tenis dawno nie doświadczył i (obym się mylił) szybko nie doświadczy.

Rozpoczęcie tegorocznych The Championships na nowo wzbudziło uczucie pustki. Uwydatniło je. I przypomniało, jak wielką stratę ponieśliśmy my, wielbiciele tenisa i nie tylko. Żadne, nawet wypowiedziane najcudowniejszym, najdelikatniejszym i najbardziej wdzięcznym głosem „dzień dobry” bądź „witam państwa” nie zastąpi „Halo Łymbledon”…