Archiwa tagu: kapitan



Wiktorowski (nie) musi odejść

Słuchy o tej dymisji dochodziły nie tylko z Krakowa. Robert Radwański – trudno mu się dziwić jako ojcu i trenerewi, który wprowadził córki na salony światowego tenisa – po porażce reprezentacji Polski w Pucharze Federacji publicznie zażądał rezygnacji Tomasza Wiktorowskiego z funkcji kapitana w szczególe oraz pracy z Agnieszką Radwańską w ogóle.

Trochę się spóźnił, ponieważ jeszcze w Zielonej Górze Tomasz Wiktorowski umówił się na spotkanie z prezesem Jackiem Muzolfem. Rozmowa – nie o pogodzie przecież – nie mogła jednak odbyć się w pośpiechu, więc została odłożona do powrotu trenera i jego zawodniczki z turnieju w Stuttgarcie.

Jak można było przewidzieć, pojawiły się jakieś przecieki, ponieważ już w zeszłym tygodniu media zaczęły przedstawiać rezygnację Tomasza Wiktorowskiego jako fakt. Akurat miałem okazję spotkać się z nim w Stuttgarcie, gdzie potwierdził, że odejdzie, ale nie chciał, aby prezes PZT dowiadywał się o tym z internetu.

Kto zastąpi Tomasza Wiktorowskiego na kapitańskiej ławce? To kłopot Jacka Muzolfa. Wiadomo tylko, że musi to być obywatel Polski. Ten wymóg ITF bardzo zawęża grupę kandydatów/kandydatek. Czasu na rozmowy jest niby mnóstwo (następny mecz Polek za ponad dziewięć miesięcy), ale to mogą być tylko pozory i Jackowi Muzolfowi nie ma czego zazdrościć. Może się bowiem okazać, że na swoje propozycje usłyszy grzeczne, lecz stanowcze odpowiedzi odmowne albo sam będzie musiał uprzejmie podziękować tym, którzy zgłoszą się na ochotnika.

Pierwszy postulat Roberta Radwańskiego został więc praktycznie zrealizowany, zanim jeszcze został zgłoszony. Na spełnienie drugiego na razie się nie zanosi. Można zabawić się w mnożenie powodów, dla których Tomasz Wiktorowski pozostanie trenerem Agnieszki Radwańskiej, ale naprawdę istotne wydają się dwa.

Po pierwsze – w tenisie pracodawcą jest zawodnik; on zatrudnia, on zwalnia, z nim negocjuje się wysokość wynagrodzenia zasadniczego i ewentualnych premii. Wszystkie znaki na niebie i korcie wskazują, że Agnieszka Radwańska jest zadowolona z obecnego układu. Po drugie – rezygnacja szkoleniowca w tej chwili, czyli kilka dni albo nawet tygodni po rezygnacji Martiny Navratilovej, byłaby czynem godnym Marka Juniusza Brutusa; oczywiście z zastrzeżeniem, że wbicie Agnieszce Radwańskiej noża w plecy służyłoby słusznej sprawie.

Kto zastąpiłby Tomasza Wiktorowskiego, gdyby jednak sam zrezygnował z dalszej współpracy z Agnieszką Radwańską albo został przez tenisistkę zwolniony? Takich trenerów, którzy mogliby rzucić dotychczasowe zajęcia i podjąć nowe wyzwanie, na rynku praktycznie nie ma. Tym, którzy są akurat bezrobotni, widocznie coś „dolega”, skoro nie mogą znaleźć zajęcia.

A Carlos Rodriguez? Ktoś, kto ma w cv rozdziały bogate w sukcesy Justine Henin czy Na Li, na pewno zna się na tym fachu. Obecnie nie pracuje z żadną tenisistką, więc – teoretycznie, gdyby komuś bardzo na tym zależało – Argentyńczyk mógłby znowu ruszuć w trasę z WTA Tour. Tyle tylko, że bardzo się zaangażował w Chinach, więc tenisistka, która chciałaby go mieć w swojej loży, musiałaby najpierw wykupić jego kontrakt. Mówi się o milionie dolarów. Jeśli dodamy do tego pobory Carlosa Rodrigueza, to szybko dojdziemy do wniosku, że mało którą zawodniczkę stać na tego szkoleniowca. Raczej żadnej spoza czołowej „10” rankingu (na koniec zeszłego roku dziesiąta była Andżelika Kerber, która nie dobiła nawet do 1,9 mln dolarów z samej gry, bez reklam).

Wychodzi na to, że Tomasz Wiktorowski wcale nie musi odejść. I nie wygląda na to, aby chciał.