Archiwa tagu: French Open



Quinze-zéro

Nikt, kto zna mnie choć trochę, ani nikt, z kim wymieniłem kilka dowcipów, raczej nie powie, że jestem frankofilem. Wielu zapewne stwierdzi, że wręcz przeciwnie. Dziś, żeby odeprzeć zarzut frankofobii, staję w obronie Roland Garros.

Wczoraj rozdano karty do drugiej w corocznym kalendarzu lewy Wielkiego Szlema. Zaglądam na Twittera, czytam wpisy na Facebooku, przeglądam inne strony w polskiej części Internetu i prawie wszędzie widzę informacje z jakiegoś French Open. Nie wiem, nie znam takiego turnieju. Tylko intuicja podpowiada mi, że chodzi chyba o Roland Garros.

Nie wiem, skąd się wziął ten „Frencz”. To znaczy domyślam się, że maczali w tym palce, a raczej język, Amerykanie i Anglicy, a za nimi, bo tak wygodniej, zaczął to powtarzać prawie cały świat. Nawet Roger Federer, choć francuski jest jednym z języków urzędowych używanych w jego kraju, chyba nigdy nie powiedział o paryskim turnieju „Roland Garros”, tylko zawsze „French Open”.

Oficjalna i niezmiernie rzadko używana nazwa tych zawodów to Championnats Internationaux de France – Międzynarodowe Mistrzostwa Francji. Przyznaję – nazwa długa, zbyt skomplikowana i niepasująca do czasów, kiedy wszyscy gdzieś się śpieszą nawet podczas mówienia. Francuzi znaleźli na to receptę – i w adresie oficjalnej strony internetowej, i w logotypie imprezy podają po prostu nazwę kortów. Znają ją kibice nie tylko tenisa, choć nie można mieć pewności, że także w Stanach Zjednoczonych, o czym świadczą wyniki sprzedaży wysyłkowej pamiątek turniejowych. Jeśli więc nie Championnats Internationaux de France, to Roland Garros, a nie żaden French Open, którego nie znajdziecie na stronie turniejowej nawet w jej wersji anglojęzycznej. Jest też wersja chińska, lecz i w tym przypadku mogę się jedynie domyślać, że autorzy witryny nie poszli na kompromis.

US Open, Australian Open, Katowice Open… – ta lista jest bardzo długa i otwarta, bo jedne turnieje upadają, a na ich miejsce wchodzą nowe. Jeśli organizator imprezy, zwykle odpowiadając na prośbę nie do odrzucenia wyrażoną przez sponsora, godzi się na nazwę angielską, to nam nic do tego. Nie sądziłem, że kiedyś coś takiego powiem albo napiszę, ale może warto wziąć przykład z Rosjan? Na potrzeby wewnętrzne mają Кубок Кремля (czyta się Kubok Kriemlia), a na eksport Kremlin Cup. Można?

Organizatorzy Roland Garros są tak konsekwentni w ochronie ojczystego języka, że wymusili na ITF, WTA i ATP, aby sędziowie ogłaszali wyniki wyłącznie po francusku. Na wszystkich pozostałych turniejach – niezależnie od ich rangi (od „dziesiątek” po Wielkie Szlemy) i miejsca rozgrywania (nawet we Francji) – zasada jest prosta: najpierw 15-0 w języku miejscowym, a potem fifteen-love dla pewności, że gracze też zrozumieli.