Archiwa tagu: Czechy



Ani w Pradze, ani na Pradze

Ktoś na Facebooku tęsknie westchnął, że w finale turnieju WTA w Pradze spotkały się dwie Czeszki. „Dożyjemy czegoś takiego w Polsce?” – zadał pytanie. Klawiatura mojego laptopa jakoś tak sama z siebie wystukała ni to odpowiedź, ni to komentarz: „Tak. Jeśli turniej będzie na warszawskiej Pradze, to też Czeszka wygra z Czeszką”. Kilka osób, które łaskawie „zalajkowały”, widocznie podziela mój sceptycyzm; pozostałym postaram się go uzasadnić.

Dwie Czeszki w finale, trzy w jednej drugiej, sześć w jednej czwartej… Mało! Reprezentantki gospodarzy już wcześniej mogłyby pożegnać zagraniczne rywalki, gdyby nie zapobiegliwy los. Otóż do drugiej ćwiartki drabinki turnieju głównego nie trafiła żadna Czeszka, więc osiem „obcych” musiało wytypować jedną, aby postawiła się trzem spośród pięciu „-ovych” i jednej „-eckiej”, które również między sobą walczyły o awans do półfinału.

Turniej dla reszty świata wygrała Yanina Wickmayer. Gdyby nazywała się Sztrosmajer… Ci, którzy z przełomu lat 70. i 80. pamiętają bardzo popularny w Polsce czechosłowacki serial „Szpital na peryferiach”, mogliby podejrzewać, że Belgijka ma czeskie korzenie. Sztrosmajer to oczywiście nazwisko bohatera filmu, nie zaś aktora, ale i tak szkoda, że ten trop prowadzi donikąd.

Pożartowaliśmy, więc teraz trochę poważniej. W zeszłym tygodniu, kiedy był rozgrywany J&T Banka Open, w czołowej setce rankingu WTA było aż dziewięć tenisistek czeskich (pod tym względem ustępowały tylko jedenastu Amerykankom i wyprzedzały osiem Rosjanek). I nie wszystkie pojawiły się na kortach Sparty – zabrakło Petry Kvitovej (pierwszej) i Petry Cetkovskiej (dziewiątej rakiety tego kraju). Wystąpiła za to Denisa Allertova (nr 103 na świecie i 10 w Czechach), która „dziką kartę” – podobnie jak Klara Koukalova – wymieniła na ćwierćfinał.

Praktycznie co dziesiąta tenisistka w Top-100 jest Czeszką, więc nie ma co się dziwić, że w jedynym turnieju WTA na swoich śmieciach wystartowało ich aż osiem (główna drabinka): pięć weszło prosto z rankingu, jedna z eliminacji, a dwie potrzebowały pomocy w postaci „dzikiej karty”. Nie tak dawno temu w Katowicach było bardzo podobnie – również jedna Polka zwycięsko przeszła przez kwalifikacje i również dwie kuchennymi drzwiami. Kłopot w tym, że naszą odpowiedzią na pięć Czeszek może być tylko Agnieszka Radwańska. Skoro nawet jej nie udało się w Spodku zagrać w finale, to na jakiej podstawie możemy poważnie mówić o dwóch Polkach zmagających się o tytuł?

W czołowej setce dzisiejszej listy WTA nadal jest dziewięć Czeszek (Denisa Allertova wypchnęła z niej Petrę Cetkowską, która spadła na 101. miejsce). Nasza rakieta numer 10 – Natalia Siedliska – zajmuje 787. pozycję. W rankingu singlowym jest tylko 15 Polek (w „Tenisklubie” od dawna alarmujemy, że powoli, ale systematycznie ich ubywa), a tenisistek z Pragi, Prościejowa, Przerowa czy Liberca (proszę nie wytykać mi polskiej pisowni, bo odeślę do wpisu sprzed dwóch tygodni ;-) ) dokładnie tyle, ile liczb do wyboru na kuponie Lotto.

Tak, w Pradze to my na pewno nie wygramy. Na Pradze też raczej nie… Nie chcę znowu się powtarzać, więc tylko przypomnę: http://blog.tenisklub.pl/dajmy-im-wedke.