China forex reserves falling least in a year signals outflow eased

Skurcze portfela

Wczoraj wieczorem wdałem się na Twitterze w interesującą dyskusję na temat epidemii, która dopadła uczestników US Open już na starcie turnieju. Meczów pierwszej rundy nie dokończyło aż dziesięciu tenisistów i dwie tenisistki. Czy wszyscy mogą mówić o pechu?

Moim zdaniem – nie wszyscy. Nie zamierzam czepiać się – ten zarzut padł pod moim adresem – tych, którzy podczas gry doznali urazów mięśni lub stawów. Z naderwanym dwugłowym lub skręconą kostką nie da się uprawiać żadnego sportu wymagającego ruchu, więc tych graczy usprawiedliwiam. Skurcze natomiast, nie tylko moim zdaniem, to wcale nie kontuzja, lecz efekt braku odpowiedniego przygotowania do tak trudnych zawodów, jakimi są turnieje Wielkiego Szlema.

Twitterowa polemika zaczęła się od kreczu Thanasiego Kokkinakisa. Napisałem, że powodem przedwczesnego zakończenia meczu było lenistwo Australijczyka. Wcale nie twierdzę, że zszedł z kortu, bo na początku piątego seta odechciało mu się grać. Twierdzę, że nie mógł grać dalej, ponieważ obijał się na treningach. Jest zawodowym tenisistą, dla którego US Open to jeden z czterech najważniejszych startów w sezonie. Do turnieju Wielkiego Szlema powinien zatem przygotować się pod każdym względem. Nawet najlepszy serwis, forhend i bekhend nie pomogą, jeśli nogi odmówią posłuszeństwa.

Zawsze bardzo mi bliska była i jest lekka atletyka. Wyobraziłem sobie Kokkinakisa jako czterystumetrowca. Stanął w blokach, skupił na sobie wszystkie oczy i obiektywy obecne na stadionie, ruszył tuż po strzale startera i błyskawicznie zyskiwał przewagę nad rywalami. Na ostatnią prostą wbiegł pierwszy i wtedy złapał go skurcz…

Mnie też łapały skurcze, kiedy pierwszy raz w życiu zachciało mi się przebiec maraton. Przez ponad 30 kilometrów wszystko było pięknie, ale ostatnie 10 to już droga przez mękę. Moja wina – przygotowałem się nie dość starannie i drugi raz tego błędu nie popełniłem. Z trasy jednak nie zszedłem. Starszemu panu, który wyprzedzał mnie już na bieżni, chciałem przegryźć krtań, ale nie byłem w stanie go dogonić. Za linią mety już tylko uścisnąłem mu dłoń.

Kokkinakisa skrytykował – chociaż nie wprost – Andy Roddick. Krótko, bo miał na to tylko 140 znaków, zwrócił uwagę na konieczność właściwego nawadniania organizmu podczas turnieju oraz przestrzegania sportowej diety na co dzień. To też są elementy profesjonalizmu. Amerykanin wie, o czym pisze. 12 lat temu rozegrał mecz, który przeszedł do historii nie tylko Australian Open. Roddick pokonał Younesa El Aynaouiego 21:19 w piątym secie. W następnej rundzie tylko snuł się po korcie, ale meczu nie poddał, chcociaż był to już półfinał (pięć pojedynków w nogach), a nie początek turnieju.

Nagły wzrost liczby niedokończonych meczów pierwszej rundy w turniejach Wielkiego Szlema wiąże się także ze zmianą siatki płac. Od kilku lat największymi beneficjentami podnoszenia puli nagród są przecież pokonani w pierwszych i drugich rundach. W szatniach szepcze się o przypadkach, że pan X lub pani Y (nikt głośno nie poda nazwisk) przyjeżdża tylko po to, aby zagrać dwa, może cztery gemy i zgłosić się do kasy po 39 500 dolarów. Tyle na ukojenie bólu dostał Kokkinakis.

Z jednej strony doskonale rozumiem argument – i nawet się z nim zgadzam – że kariera sportowa jest krótka. Po zejściu z kortu, bieżni albo innego boiska nie każdy potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Tenisista nie ma czasu na skończenie studiów w Cambridge, Oxfordzie czy chociaż w Warszawie, więc brak wykształcenia musi mu zrekompensować kapitał założycielski na dalszą część życia. Z drugiej strony jednak coraz częściej skłaniam się ku tezie, że pieniądze w tenisie nie są dzielone – nie, nie napiszę „sprawiedliwie” – nie są dzielone mądrzej.

Kibice, media i sponsorzy pasjonują się rywalizacją w Wielkich Szlemach, a mało kogo – nawet WTA i ATP – obchodzi, skąd wziąć następców Sereny Williams i Novaka Dżokovicia. W 2014 roku ponad 13 300 osób rywalizowało w turniejach ITF Circuit dla kobiet i mężczyzn o łączną pulę nagród… (w tym przypadku jeden trzykropek może być za mało) … 18 000 000 dolarów. To dużo mniej niż w każdym z osobna turnieju Wielkiego Szlema! WTA i ATP wciąż nie dostrzegają problemu i dbają tylko o gwiazdy. ITF jako pierwsza przestała udawać, że to nie jej zmartwienie, i podjęła decyzję o podniesieniu minimalnej puli nagród, która od kilkudziesięciu lat pozostawała na poziomie 10 tysięcy dolarów na turniej. Podwyżka odbędzie się stopniowo.

Właśnie o coś takiego kilka miesięcy temu postulował Andy Roddick. Na Twitterze zamieścił grafikę przedstawiającą koszty i przychody tenisisty, który rok 2014 zakończył pod koniec piątej setki rankingu. Ów zawodnik (nie Roddick przecież) zagrał w 24 turniejach singlowych i 15 deblowych. Zarobił niewiele ponad 12 tysięcy dolarów, a na udział w turniejach, sprzęt i trenera wydał prawie 30 tysięcy.

Efekt jest taki, że do czołówki przebijają się niekoniecznie najzdolniejsi, lecz raczej bogaci z domu. Weźmy to pod uwagę oglądając mecze, nawet wielkoszlemowe, których poziom nie zawsze nas satysfakcjonuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>