Wimbledon 29

Polacy nie gęsi

„A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”… Mikołaj Rej, herbu Oksza, nie był kibicem tenisa, był za to kibicem, wręcz fanatykiem, języka polskiego. Walczył z łaciną, która dla jemu współczesnych była tym samym, czym język angielski jest dla nas – chwastem na polszczyźnie.

Piszę o tym dlatego, że nie wszystkim czytelnikom naszego portalu podoba się pisownia nazwisk niektórych tenisistów. Największe razy zbierają ostatnio Novak Dżoković i Marin Czilić, a nawet Maria Szarapowa nie jest w stanie wszystkich zadowolić. Nasi krytycy upierają się przy Djokovicu, Cilicu i Sharapovej, bo tak mówi i pisze cały świat.

Po pierwsze – nie cały. Może Niemcy to nie zawsze jest najlepszy przykład, ale w tej sytuacji wręcz znakomity. W tamtejszych gazetach pisze się Scharapowa. A przy okazji – mecz Pucharu Federacji z Rosją Niemki rozegraly w Sotschi, a nie, jak próbują wmówić im Brytyjczycy, Amerykanie i inni Anglosasi – w Sochi. Jeszcze fajniej wygląda nazwisko Szarapowej po czesku – Šarapovová.

W niemieckich mediach przyjęto zasady pisowni obcych nazwisk i miast zgodnie z zasadami obowiązującymi w języku niemieckim, w czeskich przestrzegają reguł swojego języka, więc dlaczego my mielibyśmy ulegać anglicyzmom? Gdyby przyjąć je, tzn. anglicyzmy, za dogmat w terminologii i pisowni tenisowej, to powinniśmy zgodzić się na Agnieszkę Radwanską, Michala Przysieznego czy Lukasza Kubota. Bo tak piszą inni? Nie, to jeszcze nie jest wystarczający powód.

Przyjrzyjmy się tym nieszczęsnym – z językowego punktu widzenia – Serbom i Chorwatom. Đoković – znajduję na stronie Tenisowego Związku Serbii. Chcę to przepisać, lecz nie mogę, bo na klawiaturze z polskimi znakami nie ma litery Đ. Możemy się spierać, czy odpowiada ona naszej głosce dż czy dź, a może czemuś pośredniemu. Na pewno nie jest to żadne dj, jak chcieliby anglofile.

Jeszcze łatwiej wytłumaczyć, dlaczego piszemy o Cziliciu. W oryginale – za źródło służy nam strona Chorwackiego Związku Tenisowego – pisze się Čilić. Z ć na końcu nie ma problemu, zaś Č na początku to nic innego jak nasze Cz.

Czytelników portalu tenisklub.pl uprzejmie proszę, aby w komentarzach skupili się na tym, co naprawdę istotne. Dyskutujmy – byle kulturalnie – o tenisie, bo na tym polu nasze opinie nie muszą być jednakowe. Jeśli jednak chodzi o język, to zasady pisowni są jednoznaczne. Po polsku można pisać poprawnie lub niepoprawnie – tak samo, jak nie można być w ciąży tylko trochę.

Nieprzekonanych zapraszam na Polish-swoj-Polish.blogspot.com – blog o polszczyźnie dziennikarzy (nie tylko) sportowych.

6 myśli nt. „Polacy nie gęsi”

  1. Panie Arturze pozwolę sobie zabrać głos jako filolog specjalizujący się w tych („nieszczęsnych” aczkolwiek pięknych) językach. Zaczynając zgodnie z rankingiem: Đoković – niesłusznie potępia Pan zapis „Djokovic” dodając, że tak chcieliby to widzieć anglofile, gdyż „đ” w transliteracji stosowanej przez samych Serbów czy Chorwatów w przypadku braku właściwych znaków diakrytycznych jest właśnie zapisywane jako „dj”. Należy tutaj podkreślić, że w tych językach mamy do czynienia i z „dž”, dlatego Państwa zapis jako „dż” może wręcz bardziej sugerować ten dwuznak – a przecież numerem 1 światowego tenisa nie jest Džoković. Jeśli zaś chodzi o č i ć, a na dodatek przy nazwiskach – unikałabym zapisywania „č” jako „cz”, bo to nie do końca ten dźwięk, a ponadto w ostatnich latach widoczne (a raczej słyszalne jest) zjawisko wymawiania „ć” i „č” w sposób bardzo podobny – szczególnie, że w niektórych dialektach różnice między nimi prawie nie istniały i wcześniej. Dlatego biorąc pod uwagę rangę i liczbę zawodników z Serbii, Chorwacji, czy Słowenii doradzałabym zainstalowanie klawiatury np. chorwackiej właśnie i podczas pisania artykułów przełączania języków, bądź po prostu przygotowania przed pisaniem tych nazwisk z właściwym zapisem i ich wklejanie. Umożliwia to uniknięcia wszelkich niejasności, czy błędów.
    PS. Sama przygotowuję artykuły dotyczące sportu (w innych dyscyplinach), często piszę je pod presją czasu, ale uważam, że z szacunku dla sportowców warto zadbać o właściwą formę zapisu ich nazwisk i imion, a także ich deklinację ;) – i nie jest to kwestia nieistotna, a jak najbardziej ważka.

    1. Szanowna Pani Martyno
      Serdecznie dziękuję za ciekawy i merytoryczny komentarz. Nie jestem filologiem nawet polskim, a co dopiero słowiańskim, ale akurat mam kolegę-dziennikarza, który po serbsku mówi i pisze. Oparłem się na jego „zeznaniach”. Pani też zresztą przyznaje, że tym bałkańskim literom trudno przypisać jednoznacznie polskie odpowiedniki.
      Być może mylę się w szczegółach tu i tam, jednak cholera mnie bierze, kiedy wszędzie widzę pisownię żywcem przekopiowaną z angielskiego. To prosty alfabet bez znaków diakrytycznych, na których brak nie tylko my nie możemy narzekać. Podobnie Czesi, Słowacy, narody byłej Jugosławii, ale również Niemcy czy Skandynawowie.
      Teraz czekam, kiedy komuś – jestem pewien, że nie pani – nie spodoba się Michaił Jużny. Przecież w rankingu ATP jest Youzhny…
      Pozdrawiam :-)

  2. Nie zabieram głosu w sprawie pisowni nazwisk Chorwatów, Serbów, Rosjan etc. Mam natomiast propozycję w sprawie typowo duńskiego nazwiska Wozniacki. Skoro Polacy nie gęsi… to proponuję aby na łamach TK, a zwłaszcza portalu internetowego, używać polskiej wersji imienia i nazwiska znanej zawodniczki. Zwłaszcza, że o ile dobrze pamiętam to jej ojciec mówi o swojej córce Karolina.

    1. W papierowym „Tenisklubie” trzymamy się zasady, że w tekstach opisowych używamy polskiej wersji niektórych nazwisk (Karolina Woźniacka, Andżelika Kerber we wszystkich przypadkach; no, może tylko z wołaczem trochę nam nie po drodze), natomiast w wynikach i rankingach (bo to bardziej oficjalne) mamy Caroline Wozniaki i Angelique Kerber.

  3. Mamy podobną zagwozdkę z pisownią nazwisk. Warto to wypośrodkować (wbrew twierdzeniu, że w ciąży tylko całkiem albo wcale), bo w końcu język powinien być użytecznym narzędziem. Dlatego – w czym utwierdza nas @Martyna – to, co dobre w przypadku nazwisk rosyjskich i bułgarskich – czyli spolszczenie – nie jest już tak oczywiste w przypadku Czechów, czy Chorwatów.

    1. Berdych zawsze będzie Tomaszem – nie Tomasem, a Rosol Lukaszem – nie Lukasem ani Łukaszem
      Szczerze mówiąc największe wątpliwości mam w bardziej egzotycznych przypadkach – nazwiskach Japończyków, Arabów… Korzystać z pisowni angielskiej czy zapisywać fonetycznie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>