Historia pewnej fotografii

Wiem, że Łukasz Kubot odebrał tę nagrodę pięć dni temu i wszyscy – mam nadzieję, bo ten facet naprawdę na to zasłużył – już o tym napisali. A co będę się ścigał z całym Internetem – pomyślałem – i odłożyłem pisanie do czasu, gdy uścisnę prawicę laureata.

Było dokładnie tak, jak można było przypuszczać. Pogratulowałem Łukaszowi Kubotowi Nagrody Fair Play Polskiego Komitetu Olimpijskiego i podziękowałem za to, że podtrzymuje w ludziach wiarę w to, co w sporcie najważniejsze. On też podziękował, ale jakoś tak nieśmiało; jakby wstydził się tego zamieszania, jakie wywołał jego piękny gest.

Sam tego zamieszania Łukasz Kubot nigdy by nie wywołał, więc ktoś musiał zrobić to za niego. Profesor Halina Zdebska-Biziewska z AWF w Krakowie, przewodnicząca Klubu Fair Play PKOl, wie, że nie każdy tenisista w trzecim secie ćwierćfinału turnieju Wielkiego Szlema przyznałby się rywalom i sędziom do popełnienia błędu, którego nikt poza nim samym w ogóle nie zauważył. Mogła zgłosić kandydaturę Kubota do tej nagrody, jednak mogłaby też poczuć się dość niezręcznie, gdyby potem miała ją wręczać sportowcowi zgłoszonemu przez siebie.

Doktorantką Haliny Zdebskiej-Biziewskiej jest Joanna Sakowicz-Kostecka (sympatykom tenisa przedstawiać na pewno nie trzeba). Pani profesor poprosiła o pomoc panią (jeszcze) magister, która z kolei wpadła na pomysł, aby wciagnąć do spisku Marka Furjana, dziennikarza i blogera. Marek miał tę frajdę, że był wtedy w Melbourne i gest Łukasza Kubota widział na własne oczy. Aby dać świadectwo prawdzie, złożył w PKOl wniosek o uhonorowanie postawy polskiego tenisisty. Takie są kulisy tej nagrody.

Autorem fotografii, o której wspomniałem w tytule, jest Adam Nurkiewicz (muszę o tym wspomnieć, bo jeśli nie, to „Tenisklub” straci u niego rabat). Zdjęcie nie zrobiło się jednak samo. Wymagało współpracy Łukasza Kubota. Trzeba go było prosić, przypominać i zachęcać, aby zabrał puchar na trening i schował go (puchar, nie trening) do torby ze sprzętem. Ten kadr wymyśliliśmy sobie jako symbol, bo zasadom fair play Kubot jest wierny na co dzień, a nie tylko od święta.

Na polskich kortach już rosną jego następcy. Podczas poniedziałkowej gali Polski Komitet Olimpijski wyróżnił także Martę Bogucką, która nie chciała wykorzystać spóźnienia rywalki, aby wygrać mecz walkowerem. Poprosiła sędziego o przełożenie pojedynku, który następnie przegrała. W aktualnym numerze „Tenisklubu” (lutowo-marcowym) chwalimy natomiast Weronikę Falkowską za to, że w ćwierćfinale halowych mistrzostw Polski kadetek wzięła przykład z Łukasza Kubota.

Powie ktoś, że nie ma za co chwalić, bo tak przecież powinno być. Zgadzam się, że powinno, ale niestety nie jest. A jak jest, można się łatwo przekonać na turniejach dowolnej rangi i w każdej kategorii wiekowej. Im niższy poziom rozgrywek, tym mniej sędziów i większe pole do „popisu” dla zawodników uczciwych inaczej.

Wielki Szlem, sędziowie liniowi i „Jastrzębie oko” też nie gwarantują gry fair. W 2011 roku w finale US Open (przeciwko Mariuszowi Fyrstenbergowi i Marcinowi Matkowskiemu) Philipp Petzschner miał okazję zachować się jak Łukasz Kubot, ale z niej nie skorzystał. Ugryzł się w język tak mocno, że pewnie jeszcze ma bliznę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>