janowicz

Doktor Jerzy i pan Janowicz

Szkoda, że Pucharu Davisa jest w kalendarzu tak mało – dwa, najwyżej trzy terminy w roku, a tylko finaliści muszą sobie zarezerwować aż cztery weekendy. Takiego Jerzego Janowicza jak dziś – a nawet jak w piątek – chciałbym bowiem oglądać na co dzień.

Dziś, podczas pojedynku z Serhijem Stachowskim, był doktorem Jekyllem. Nie pytał „how many times?”, nie wytykał sędziom błędów, nie ciskał rakietą, nie rzucał „mięsem”, nie denerwował się ani na siebie, ani na kibiców, szybko zapominał o nielicznych błędach, pamiętał o taktyce, nie rozpraszał uwagi na rzeczy nieistotne, był skupiony na grze i odpowiedzialny za drużynę, doskonale radził sobie z presją, okazywał jedynie pozytywne emocje. Pokonał nie tylko Stachowskiego, ale przede wszystkim swoje drugie, „hyde’owskie” ja.

W Londynie byłem, wimbledoński występ Janowicza widziałem. Na konferencję prasową – wiadomo którą – jednak nie poszedłem, bo po co? Co się wydarzyło, wiem, ponieważ koledzy dali mi do odsłuchania zapis swych pytań i odpowiedzi tenisisty.

Do Szczecina nie pojechałem, a gdybym nawet pojechał, to na pomeczowe konferencje Janowicza na pewno też bym się nie wybrał. Było przecież do przewidzenia, że na pytania będzie odpowiadał jak zwykle – monosylabicznie w treści i arogancko w formie. Jego prawo – on nie musi lubić nas, my nie musimy lubić jego.

Uważam jednak, że na takie reakcje internautów, jakie przeczytałem w piątek wieczorem, Janowicz nie zasłużył. To prawda, że zagrał słabo, ale on sam wie o tym najlepiej i chyba nie próbował nikomu udowadniać, że było inaczej. Na nagraniu widać mężczyznę walczącego o to, aby publicznie – oko w oko z obiektywami kamer – nie rozkleić się, wręcz nie rozpłakać. Bo Janowicz, wbrew pozorom, to człowiek bardzo wrażliwy i głęboko przeżywający niepowodzenia, a przy tym szalenie ambitny i nienawidzący okazywania jakichkolwiek słabości. Stąd właśnie ta buta, zuchwałość, pewność siebie, nieuznawanie jakichkolwiek autorytetów.

Janowicz chyba nie potrafi być inny i raczej już się nie zmieni. Trudno, niech więc będzie nawet panem Hyde’em, jeśli to ma mu pomóc na korcie. Gdy będzie wygrywał, kibice wybaczą mu wszystkie grzechy. My, dziennikarze, bez entuzjazmu pójdziemy na kolejne konferencje prasowe, aby zanotować, co on ma – lub nie ma – do powiedzenia, bo na tym polega nasza praca.

Raz jeszcze prosiłbym tylko – najbardziej uprzejmie, jak potrafię – aby nikt nie próbował mi wmawiać, że porażki Jerzego Janowicza sprawiają mi przyjemność. I mnie, i każdego innego dziennikarza, cieszą zwycięstwa wszystkich polskich sportowców – i tych, z którymi się przyjaźnię, i tych, których w ogóle nie znam osobiście, i nawet tych, którzy widzą we mnie wroga.

Jedna myśl nt. „Doktor Jerzy i pan Janowicz”

  1. Zgodzę się z tym, że Janowicz chyba już się nie zmieni, ale mam inne odczucia, co do tego, czy taka postawa pomoże mu na korcie. Według mnie głównie mu przeszkadza. Takie mecze jak ten sobotni, kiedy nie interesował się całą otoczką i nie zwracał uwagi na niezbyt uprzejme gesty Stachowskiego, zdarzają mu się rzadko. I o ile pozytywne „nakręcanie się” po udanych akcjach, daje mu siłę, o tyle te dyskusje oraz reagowanie na rzeczy nieistotne wytrącają go z równowagi i koncentracji.

    Zdaję sobie sprawę, że Janowicz jest ambitny, nie znosi okazywania słabości, przeżywa każdą porażkę. Na nagraniu z piątkowej konferencji nie dostrzegłem jednak tego, że chciał się rozczulić, czy rozpłakać, a bardziej to, że z racji porażki po raz kolejny nie miał ochoty z nikim rozmawiać, przed czym – jak widziałem – uratowała go awaria sprzętu. Radwańska czy Federer też przegrywają mecze, też są ambitni, też na pewno przeżywają te porażki, ale nie słyszałem, nie widziałem ani nie czytałem, by urządzali takie demonstracje. Są różne charaktery – zgoda, ale istnieje jakaś granica. Kibice, którzy podczas każdego meczu ściskają kciuki za tenisistów, chcą usłyszeć od nich parę słów nie tylko po zwycięstwach, ale i po porażkach i dla mnie taka postawa, jaką prezentuje Janowicz, jest swego rodzaju brakiem szacunku dla kibiców.

    Dziś przeczytałem artykuł, w którym jeden z dziennikarzy pisał, że po niedzielnym wystepie Janowicza można pochwalić nie tylko za dobry mecz, ale i za zachowanie na konferencji. To doszliśmy już do tego, że normalne, kulturalne odpowiadanie na pytania pełnym zdaniem, co jest obowiązkiem Janowicza i co robią wszyscy w jego fachu, staje się powodem do pochwał?!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>