Ciszej nad tym kortem!

Jako szczęściarz pracujący w domu, spokojnie oglądam telewizję i nie ukrywam się przed kierownikami, dyrektorami ani naczelnikami. Chcę, to zmieniam kanał albo wdaję się w polemikę z komentatorami. Na przykład Karol Stopa ma bardzo wyrazisty pogląd na temat „jastrzębiego oka”. Chciałby je widzieć na każdym korcie albo na żadnym. Raczej jednak na wszystkich, skoro technika na to pozwala.

Co by się stało, gdyby szefowie ITF, WTA i ATP przyjęli jego punkt widzenia? Z kortów, na których grają zawodowcy, zniknęliby sędziowie liniowi, stuprocentowi amatorzy. Wszystkie auty i błędy stóp – jak dotknięcie siatki przez piłkę po uderzeniu serwisowym – ogłaszałby ustami sędziego (już nie trzeba byłoby dodawać, że stołkowego) komputer. Uwierzmy programującym go informatykom, że na pewno by się nie mylił, więc tenisiści nie mieliby powodów do irytacji i zrzucania odpowiedzialności za błędy na innych. Tak, ale…

Coraz częściej sami tenisiści zachowują się jak roboty. Odbierając puchar za zwycięstwo w turnieju lub udzielając wywiadu po wygranym meczu, mówią niemal to samo. Po co więc aż tak ich fatygować? A nóż popełnią jakiś błąd jezykowy albo – dziękując wszystkim zasłużonym – kogoś pominą? Można nagrać ich przed zawodami, a potem puszczać wypowiedź z taśmy.

Bronię sędziów liniowych, bo wielu znam, większość lubię. Anna Kurek pisała całkiem niedawno na łamach „Tenisklubu”, że możliwość sędziowania turnieju Wielkiego Szlema, choćby na najdalszym korcie pod płotem, jest dla nich najpiękniejszą nagrodą za czas spędzony na kortach prowincjonalnych. Niech więc zostaną częścią tego krajobrazu, nawet myląc się od czasu do czasu.

Zgadzam się natomiast z Karolem Stopą, że przepis o weryfikacji decyzji liniowych jest niedoskonały. Gdyby to zależało ode mnie, pozwoliłbym na tyle „challenge’ów”, na ile tylko gracze mają ochotę. O przypadkach, w których rację mieliby zawodnicy, nie sędziowie, w ogóle nie ma co dyskutować. Pierwsze trzy nieudane próby w secie pozostałyby „bezpłatne”, natomiast każde następne nieuzasadnione użycie aparatury byłoby karane odebraniem punktu. Przypuszczam, że publiczność na całym świecie jeszcze bardziej polubiłaby „challenge”.

Na takie eksperymenty jakoś się nie zanosi, więc porozmawiajmy o czymś, o czym władze WTA już kiedyś przebąkiwały. Nie wiem, jak Państwo, ale ja mecze z udzialem Marii Szarapowej i Wiktorii Azarenki oglądam tylko w dwóch przypadkach: a) finał Wielkiego Szlema; b) rywalką Rosjanki lub Białorusinki jest Polka. To nie jest tenis, jaki lubię – siły w nim mnóstwo, a myśli prawie żadnej. Dzisiaj, kiedy Szarapowa zmagała się z Sereną Williams, wyłączyłem fonię, choć pora była przedpołudniowa i na pewno żaden sąsiad nie skarżyłby się waląc w rurę czym popadnie, że zakłócam mu ciszę nocną. Po prostu nie mogę słuchać tego wycia, stękania, kwilenia (ferie zimowe już się kończą, więc przy okazji młodzież szkolna może powtórzyć sobie, co to jest onomatopeja; za wskazanie innych przykładów postawiłbym szóstkę).

Tylko nie mówcie, że się czepiam, bo ich nie lubię. Po pierwsze – jeszcze nie słyszałem o tenisistce, która by lubiła Azarenkę, więc ja też nie muszę. Po drugie – kilka razy miałem okazję być na treningu Szarapowej, na co mam świadka. Daję słowo – trusia! (oczywiście ona, nie on). Niech więc WTA przestanie tylko obiecywać, że ustawi przy korcie aparaturę mierzącą poziom hałasu. Publiczność też miałaby zabawę sprawdzając, ile trzeba wydać z siebie decybeli, żeby zaserwować 150 kilometrów na godzinę.

Chciałbym jeszcze skorzystać z okazji i zareklamować mój blog poświęcony polszczyźnie polskich dziennikarzy (nie tylko) sportowych. Zaglądajcie co piątek na POLISH-SWOJ-POLISH. Podobno warto. Wpisów przybywa, a każdy nadal jest aktualny…

8 myśli nt. „Ciszej nad tym kortem!”

  1. Czekałem, aż ktoś tylko o tym napisze   Stopa opowiadał już takie głupoty, że słuchać się nie dało. Rozumiem, że sędziowie dawali ciała, ale ile razy on w czasie transmisji się pomyli? Może zamiast niego też wklejać tekst do ivony i cały mecz czytałby statystyki i tyle, a i jeszcze mówił co jakiś czas : ‚aut, a jednak nie, dobra’…

    1. Dziękuję za komentarz.
      Nie krytykuję Karola Stopy, tylko po po prostu nie zgadzam się z nim, że maszyny rozwiążą ten problem. Komputer jest tylko tak dobry, jak człowiek, który go programuje. Osobiście wolę widzieć sędziego na korcie, nawet popełniającego błędy, a nie ufać komuś, kto całkiem anonimowo może pomylić się w zaciszu gabinetu.
      Ponieważ padło słowo „statystyka”, traktuję je jako inspirację do następnego wpisu. Zapraszam na Rolak Garros w każdy poniedziałek (od 9 lutego).
      Pozdrawiam

  2. Artur!! Chciałem tylko zauważyć drobną nieścisłość..onomatopeja to wyraz dźwiękonaśladowczy (o ile dobrze pamiętam definicję ), a Maszka i Vika dźwięków nie naśladują..one je wydają w sposób nie podlegający żadnemu naśladownictwu-to jest ich autorskie wycie, którego nie da się niczym zastąpić , ani też w żaden sposób podrobić… :-)

  3. Żeby pouczać innych na polish swój polish, warto by było znać zasady pisowni i też się nimi posługiwać. Otóż nóż to narzędzie do krojenia, a w tym przypadku powinien Pan napisać nuż (co w tym przypadku znaczy może).

    1. Mea culpa… Właśnie piszę, że nie lubię dominacji maszyny nad człowiekiem, a sam jej uległem. Edytor tekstu poprawił po swojemu, moja wina, że nie sprawdziłem dość dokładnie przed opublikowaniem wpisu. W każdym razie dziękuję za zwrócenie uwagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>