Artur Rolak

All Articles by Patryk Osuch

27 Articles
Antoni Cichy

All Articles by Patryk Osuch

11 Articles
Mateusz Grabarczyk

All Articles by Patryk Osuch

5 Articles
Patryk Osuch

All Articles by Patryk Osuch

5 Articles
Michał Jaśniewicz

All Articles by Patryk Osuch

4 Articles

All Articles by Patryk Osuch

1 Article


Kim jestem i który kraj reprezentuję?

osuchPo przegranym spotkaniu Pucharu Davisa, Chorwacja w niezbyt dobrych humorach musiała pożegnać się z Kraljevem, który stał się świetnie strzeżoną serbską twierdzą. Mimo tak sromotnej klęski, emocji – tak jak się spodziewałem – nie zabrakło jedynie w meczu Borny Cioricia i Viktora Troickiego. W ekipie gospodarzy nie zawiódł Filip Krajinović, który w singlu wystąpił za Dżokovicia, a to właśnie on stał się bohaterem pewnego wywiadu. Jakiego?

Chorwaci nagle przypomnieli sobie jak to 4 lata temu mówiło się o tym, że Filip Krajinović ma reprezentować barwy ich kraju. Mocnym argumentem był i jest fakt, że ten utalentowany tenisista posiada chorwacki paszport, a także w roku 2009 oraz 2010 mieszkał i trenował w Zagrzebiu. Sam Filip dementuje te plotki i zdecydowanie mówi o oddaniu się Serbii i reprezentowaniu tego kraju. Historia o niejakim „transferze” tenisisty jest po prostu wyssana z palca.

Chorwaci i tak nie mają na co narzekać, bo to oni „kompletują” talenty z zagranicy. Marin Czilić, urodzony w Bośni i Hercegowinie tenisista już dawno zdecydował się zmienić ojczyznę i to też z powodu warunków, które nie pozwalały mu na rozwój w tym jednym z państw na Bałkanach.

Bośnia i Hercegowina to prawdziwa wylęgarnia talentów, a większość z nich ucieka właśnie do Chorwacji. W identycznej sytuacji co Czilić, znalazł się jego krajan Ivan Dodig, który pod okryciem bośniackiej flagi rozegrał 22 mecze, potem przyjął propozycję od sąsiadów i obecnie po korcie biega z szachownicą na piersi. W jednym z wywiadów przyznał, że zawsze chciał grać dla Chorwacji.

Kolejnym bośniackim złotem jest niegdysiejszy 3. tenisista świata Ivan Ljubicić, urodzony w Banja Luce. W Bośni i Hercegowinie znajdował się do trzynastego roku życia. Potem z powodu wojny wraz z rodziną przeprowadził się do Opatiji, miasta na północy Chorwacji, wtedy też zaczął grać dla tego państwa. Z powodu wojny, z Bośni i Hercegowiny uciekła również z rodziną Andrea Petković. Urodzona w Tuzli tenisistka reprezentuje teraz barwy naszych zachodnich sąsiadów.

Pisząc o tych narodowościach, przypomina mi się sytuacja sprzed roku, o której było dosyć głośno w chorwackich mediach. Sprawczynią zamieszania była Ajla Tomljanović, która zdecydowała się opuścić Chorwację i występować pod flagą Australii. Tu nie było mowy o ściemie i dziennikarskiej nagonce, jak w przypadku Filipa Krajinovicia. Tenisistka, co najgorsze, padła ofiarą hejterskiej fali tych Chorwatów, dla których to patriotyzm jest dość ważną cechą.

Z 22-letnią tenisistką sprawa wyglądała dość nietypowo i zarazem absurdalnie: najbardziej poszkodowany czuł się HTS, czyli Chorwacki Związek Tenisowy, który nie ogarniał bałaganu na swoim podwórku. Informację o tym, że Ajla będzie grać dla Australii, HTS dowiedział się wtedy, kiedy tenisistka ruszyła z procesem przyznania obywatelstwa. Sprawą oburzony był ojciec Ajli, Ratko Tomljanović, który zarzucił mediom, że nikt się jego córką nie interesował, do momentu kiedy zaczęła odnosić sukcesy. Tomljanović dostała propozycję reprezentowania flagi Australi, tym samym pozwalając sobie na lepsze warunki rozwoju. Z okazji oczywiście skorzystała. Z racji tego, że formalności z obywatelstwem nie zostały jeszcze sfinalizowane w stu proecentach, Chorwatka reprezentuje nowy kraj tylko w turniejach wielkoszlemowych. W zmaganiach z cyklu WTA Tour nadal występuje jako przedstawicielka bałkańskiego państwa.

Co tu dużo pisać. W krajach byłej Jugosławii wszechobecny jest problem tożsamości narodowej i w zasadzie granice państwa nie oznaczają w stu procentach przynależności do danego kraju. Z tego też względu bardzo często można się natknąć na takie przypadki jak Jelena Dokić, urodzoną w Chorwacji zawodniczkę, która po latach gry dla Australii, zdecydowała się wrócić na Bałkany i reprezentować barwy jeszcze wówczas istniejącego państwa – Serbii i Czarnogóry.



Bałkańskie derby

osuch Początek marca w tym roku jest początkiem wielkich emocji związanych z Pucharem Davisa. Polacy zacierają już ręce na kolejny, po Wrocław Open, pokaz tenisa w naszym kraju. Ja nie byłbym sobą, gdybym przy tej okazji nie rzucił okiem na południe Europy, gdzie na rakiety Serbia stoczy bój z Chorwacją.

Z mojej strony nie wygląda to tak, że Płock w okresie 7-9 marca nie będzie w obszarze zainteresowania. Oczywiście, że będzie! Jednak te dwa kraje, które kiedyś reprezentowały jeden, są mi nadzwyczaj bliskie i mimo nieobecności Marina Czilicia w szeregach Chorwacji, szykuje się dobry performance w serbskim Kraljevie.

Wielkie odliczanie fanów białego sportu na Bałkanach powoli zbliża się do kluczowej fazy liczenia godzin, a nie dni. W tym okresie przyszło im także liczyć bilety, które w dniu sprzedaży pod halą w Kraljevie rozeszły się w pół godziny. Szczęśliwców była tylko setka, a ponad dwieście osób po nocnym okupowaniu hali wróciło do domów, by swoich rodaków dopingować przed telewizorami. Tę sprawę skomentował nawet Novak Dżoković, twierdząc, że jakaś szemrana sprawa jest z tą sprzedażą i jasne jest, że ktoś pewną pulę biletów po prostu sobie przywłaszczył.

Odbiegając od spraw organizacyjnych, zwróciłbym jednak uwagę na głównych bohaterów tego wydarzenia, bo to jednak oni tworzą całe widowisko. Wydawać by się mogło, że sprawa jest już przesądzona – Dżoković i Troicki to wystarczający argument na osłabioną reprezentację Chorwacji. Chorwaci pierwotnie do swoich wschodnich sąsiadów mieli wyruszyć w składzie Czilić, Ciorić, Delić i Draganja. Marin znajdował się na liście wybrańców, ale nie trzeba było być wielkim znawcą tenisa, by wiedzieć, że grać nie będzie. Ubiegłoroczny triumfator US Open cały czas zmaga się z kontuzją ramienia i jeszcze nie zdążył zainaugurować sezonu. Więcej o absencji Czilicia pisałem TUTAJ.

Zeljko Krajan, trener reprezentacji Chorwacji w miejsce nieobecnej pierwszej rakiety tego kraju powołał Franko Skugora, lecz to nie na nim, jak wiadomo, będzie spoczywała największa odpowiedzialność. Nadzieje pokładane są w młodym Bornie Cioriciu, który do tej pory nieźle sobie poczyna. 18-latek ma już na koncie m.in. półfinał w Bazylei w ubiegłym roku, gdzie w ćwierćfinale pokonał Rafę Nadala. Szacunek wzbudził jednak ostatnim wyczynem w Dubaju, ośmieszając Andy Murraya wynikiem 6:1, 6:3. Na kim ten wyczyn nie zrobił wrażenia – ręka w górę. Żadnych nie widzę…
Ciorić tak naprawdę w tenisowym świecie pokazał się właśnie w Pucharze Davisa w spotkaniu z Polską. Po morderczym pojedynku z Jerzym Janowiczem, nadszedł początek opowieści o Wielkim Bornie.

Nie oszukujmy się – faworytem jest Serbia, bo pan Dżoković, którego aktualnej formy komentować nie muszę, na pewno nie odmówi sobie wygrania meczu przed własną publicznością. Pan Troicki, który w ciągu 7 miesięcy przeskoczył z końca rankingu ATP na jego początek, jest podwójnie zdeterminowany. Po tak długiej nieobecności będzie mógł w końcu zaprezentować się z rakietą przed własnymi rodakami. Swoją drogą, po tym jak w roku 2013 cała Kombank Arena w Belgradzie skandowała nazwisko Viktora, to nawet jakby przegrał, z powodu tak wielkiej tęsknoty porażka poszłaby w niepamięć. W tym miejscu muszę się do czegoś przyznać – ja również z serbskim szalikiem na szyi okrzykami wspierałem wtedy Troickiego.

Ciorić i Troicki staną naprzeciw siebie już w pierwszym dniu. Nie pozostaje mi więc nic innego jak delektować się smakiem tej tenisowej bałkańskiej uczty.



Jesteśmy Bośniakami grającymi w tenisa

osuchKolejna edycja Wrocław Open przechodzi do historii. Jak to na większości turniejów bywa, z kilkoma niespodziankami. Jedną z nich jest bez wątpienia występ bośniackiego kwalifikanta Mirzy Basicia, który dzięki pokonaniu rozstawionego z numerem jeden Ricarda Berankisa, zawitał w finale. Mimo że przegrał, dla jednego z krajów byłej Jugosławii był to historyczny weekend. Do pisania bośniacko-hercegowińskiej historii tenisa przyczynił się w sobotę również Damir Dżumhur.

Na jednej z konferencji prasowych z Mirzą Basiciem padło pytanie: „Jak wygląda sprawa tenisa w Bośni i czy ten sport jest popularny? Kraj jest jednak po wojnie domowej…”. Fakt faktem, Bośnia i Hercegowina do bogatych krajów nie należą i jednak trudno się wybić i zabłysnąć na światowej arenie.

– W Bośni nie jest łatwo z tenisem. W ostatnim czasie jest nas 4-5 zawodników, którzy osiągają jakieś lepsze rezultaty i dzięki temu słyszy się o tym sporcie. Jednak największym problemem są złe warunki i pieniądze. Dla nas jest naprawdę drogo – mówił w rozmowie ze mną po finałowym pojedynku Basić.

Po tej wypowiedzi, każdy fan tenisa zapewne ma przed oczami obraz słynnej konferencji Jerzego Janowicza i szop, o których wspomina. Jednak zostawmy Polskę i spójrzmy na Bałkany, a dokładniej na sąsiadów Bośni i Hercegowiny czyli Serbię. Ten kraj również borykał się z wojną i sam Novak Dżoković mówił, że trenował nawet podczas okresu wielkiego bombardowania Belgradu w 1999 roku. Wyobraźmy sobie jak kraj zniszczony przez wojnę próbuje wrócić do normalności i pielęgnować tenisową tradycję. Dowodem na to są sami tenisiści: Dżoković, Troicki, Tipsarević, Krajinović… Jednak w naszej opinii nadal kraje bałkańskie są mało rozwinięte, dlatego też jesteśmy ciekawi jak to jest z tym tenisiem, który sportem pierwszorzędnym nie jest. Racja – z pieniędzmi jak wszędzie, jest trudno, jednak jak na początek, naprawdę jest gdzie zacząć. W Bośni i Hercegowinie zarejestrowanych jest aktualnie 69 klubów tenisowych i odbywa się tam około 300 turniejów w różnych kategoriach wiekowych.

Marin Czilić – najlepszy chorwacki tenisista, urodził się w Medziugorie w Bośni i Hercegowinie lecz zdecydował się grać dla Chorwacji. Dlaczego? – Sam talent dla młodego tenisisty nie jest wystarczający, by móc osiągnąć coś wielkiego. Potrzebne jest wielkie finansowe wsparcie. Kiedy tenisista ma 15 lat, może już wszystko wiedzieć o tenisie, natomiast by osiągać jakieś sukcesy, potrzebne jest doświadczenie, które zdobywa się na wielkich turniejach. Byłem w takiej sytuacji. Nie jest łatwo młodym tenisistom, ponieważ nie mają wsparcia Związku i sponsorów. Z tego właśnie powodu zdecydowałem się grać dla Chorwacji, bo pomógł mi Chorwacki Związek Tenisowy – komentował sprawę tenisa w Bośni i Hercegowinie triumfator ubiegłorocznego US Open.

Wróćmy jednak do głównych bohaterów bośniackiego tenisa. Mirza Basić, który ma na swoim koncie wygrane z Jarkko Nieminenem w Pucharze Davisa i Jerzym Janowiczem w Halle, dzięki udanemu startowi na Wrocław Open wspiął się o 77 oczek w górę i jest teraz 200. tenisistą świata. Basić jest trzecim bośniackim zawodnikiem, znajdującym się w pierwszej dwusetce rankingu ATP.

W tym tygodniu świetnie spisał się również Damir Dżumhur dochodząc do finału challengera w meksykańskim Morelos. Mimo porażki przeciwko przeżywającemu drugą młodość Viktorowi Estrella, 22-latek z Sarajewa zameldował się jako drugi tenisista z Bośni i Hercegowiny w TOP 100. Aktualnie plasuje się na 87. lokacie. Dżumhur jednak koło pierwszej setki kręcił się już od końca września ubiegłego roku; najbliżej był 13 października kiedy zajmował 101 miejsce. Pierwszy Bośniak, który trafił do setki najlepszych tenisistów to Amer Delić, który co ciekawe w lipcu 2007 roku, kiedy zajmował 60 pozycję w rankingu, reprezentował barwy Stanów Zjednoczonych. Dla Bośni i Hercegowiny grał od 2010 do 2012 roku, potem zakończył karierę.

Notowanymi Bośniakami do miejsca 1000 w ranking ATP są jeszcze Aldin Setkić (225), Tomislav Brkić (241), Nerman Fatić (800) i Ismar Gorcić (993).



Gdzie jesteś, Marinie?

osuchDuma chorwackiego tenisa Marin Czilić cały czas walczy z kontuzją, która uniemożliwia mu występy na profesjonalnych kortach. Z niecierpliwością na powrót 8. tenisisty świata czekają jego fani, lecz zanim zobaczą go walczącego o punkty do rankingu ATP, minie jeszcze trochę czasu.

Czilić nie zdołał jeszcze zainaugurować nowego sezonu. Problemy z barkiem spowodowały, iż musiał wycofać się z turnieju w Brisbane, a później również pożegnać się z występami na wielkoszlemowych kortach w Melbourne. Tą decyzją ostudził zapędy kibiców, czekających na kolejny świetny występ po triumfie w US Open.

Wszyscy liczyli, iż powrót Marina do tenisa będzie miał miejsce w jego ojczyźnie, gdzie w tamtym roku uniósł najwyższe trofeum Zagreb Indoors. Jednak jak się później okazało, to jeszcze za wcześnie na chwycenie rakiety. Złych informacji jednak aż nadto. To już pewne, że Chorwatowi zostaną odliczone punkty z turnieju w Rotterdamie i Delray Beach, a będzie naprawdę czego żałować. W Holandii Czilić doszedł aż do finału, za to na turnieju w Stanach królował po zaciętym decydującym pojedynku z Kevinem Andersonem.

Chorwatów jednak najbardziej niepokoi fakt, iż ich rodak, a w zasadzie jego bark, nie będzie w stanie zregenerować się na derby Bałkanów w Davis Cup, czyli na mecz przeciwko Serbii 6-8 marca. Na niekorzyść dla rodaków Marina, swój występ w bałkańskim spotkaniu potwierdził Novak Dżoković. Chorwacja bez swojego najlepszego tenisisty, przeciwko Serbii z mistrzem tegorocznego Australian Open i powracającym do formy sprzed lat Viktorem Troickim, to właściwie ściana, którą niewątpliwie trudno będzie ruszyć. Odpowiedzialność spadnie wtedy najprawdopodobniej na chorwacką nadzieję, mającego 18 lat Bornę Coricia.

Bardzo trudno będzie mi wystąpić w tym turnieju, ale nie zamykajmy jeszcze tego tematu. Do Pucharu Davisa trzeba być naprawdę maksymalnie przygotowanym. Z tego też powodu nie chciałbym tam grać na 70 procent i dodatkowo ryzykować nową kontuzję – mówił Czilić, dodając, że rakiety nie dotykał przez tydzień, a to jednak jakby nie patrzeć wiele czasu jak na tenisistę z pierwszej dziesiątki rankingu.

Marin wybrał niezbyt dobry czas na kontuzję, a w zasadzie to kontuzja pojawiła się w nieszczególnie dobrym momencie. Można by powiedzieć, że problemy zdrowotone, które uniemożliwiają tenisiście powrót na kort zawsze pojawiają się w niesprzyjającej chwili, jednak w tym przypadku działa to z większą intensywnością. Czilić parę miesięcy temu przypomniał rodakom o tym czego w 2001 roku dokonał Goran Ivanisević. Kuć żelazo póki gorące – kto wie jak po znakomitym występie w Nowym Jorku i Moskwie, Czilić poradziłby sobie na Antypodach na rozpoczęcie sezonu, nie mówiąc już o turniejach, na których świetnie sobie radzi każdego roku.

Po wyśmienitych występach w roku 2014 chorwacki tenis na początku tego sezonu na chwilę się zatrzymał. Przegrana z Serbią w Fed Cup, porażki Borny Coricia. Przy takich wynikach jak na razie satysfakcjonuje jedynie półfinał w Doha 35-letniego Ivo Karlovicia. Mimo wszystko obywatele jednego z krajów byłej Jugosławii przywyknęli do spoglądania na swojego bohatera, wygrywającego w tym okresie finałowe spotkania.

Marin, wracaj!